środa, 9 października 2013

Post z FB ...

Specyficzny jesienno - leśny zapach unosił się w powietrzu. Był to zapach nostalgii. Wszedłem do lasu bez wyraźnego namysłu w jakim kierunku właściwie się udać. Od razu półmrok zaatakował moje nieprzygotowane oczy. Promienie słońca z trudem przedzierają się przez gąszcz liści i igieł sosnowych tworząc efekt stroboskopowy zupełnie jakby czyniły to specjalnie dla idącego człowieka. Wszelakiej maści ...owady, pająki i inne stworzenia od razu atakują człowieka zbyt skupionego na sobie i swoim jakże małym świecie aby je zauważyć lub choćby zwracać na nie uwage. Wyposażony w mały dość tępy nożyk o niebieskawej rękojeści z taniego plastiku będący wyrobem rąk chinskiego robotnika ruszam w las w poszukiwaniu skarbów natury które my Polacy nie wiedzieć czemu tak ochoczo jadamy. Jest zimno, dużo zimniej niż na otwartej nasłonecznionej przestrzeni.
Przemierzam las utartymi szlakami wydeptanymi przez laików, takich samych jak ja niedzielnych grzybiarzy licząc chyba na to że może on coś przeoczyli. Gałązki pod moimi nogami pękają oznajmiając całemu leśnemu światu iż kolejny oferma na dwóch nogach wkroczył do nie swojego królestwa uzurpując sobie prawa do jego skarbów. Moje czoło atakuje nagle nić pajęcza zaplątując się w usta, nos oraz włosy. Czuje ją na całej twarzy , ocieram ją ręką licząc na to że jej właścicielowi udało się uciec i nie zostane przez nikogo pogryziony. W końcu znajduje upragnione przez wszystkich pierwsze grzyby. Nie czuje z tego powodu jakiegoś szalonego przypływu entuzjazmu. Zresztą tego dnia udało mi się znaleźć dosłownie kilka okazów z czego jeden okazał się całkiem robaczywy. Byłem z tego powodu obiektem żartów reszty rodziny która jak zwykle przywędrowała z lasu z prawie pełnymi koszykami.